wtorek, 26 lutego 2008

Słowo na wtorek, czyli krótki tekst o kłamstwie "tak, możesz"

Przy roztrząsaniu problemu zła szczególnie ostro
rysuje się różnica między motywacjami intelektualnymi i religijnymi. Impuls intelektualny zmierza ku relatywizacji zła. Stara się zdemaskować zło jako czysty pozór, a gdy mu się to udaje, zadowolony idzie dalej w przekonaniu, że usunął je ze świata, tzn. ze świata prawdziwego bytu. Jednakże świadomość
religijna domaga się rzeczywistego przezwyciężenia zła. Impuls
religijny wychodzi od głębokiego przeświadczenia o rzeczywistej
potędze zła. Nie może on zadowolić się choćby najbardziej
finezyjnymi sztuczkami dialektycznymi maskującymi zło, jego
realność jest dlań oczywista.

Gershom Scholem, „Mistycyzm żydowski i jego główne kierunki”, Warszawa 1997, s. 292


Ego w centrum wszech rzeczy

Wbrew powyższemu cytatowi, nie zamierzam się skupiać na opozycji między impulsem intelektualnym a religijnym. Chciałbym raczej zwrócić uwagę na aspekt odwoływania się pierwszego z nich do… potrzeb zwykle zaspokajanych przez drugi (rozumiany szerzej, jako nieintelektualny – intuicja wskazująca, że coś jest „dobre” lub „złe” powiązana z nieokreśloną tęsknotą za sferą ponadmaterialną). Nawet klasyk „pozostawania poza dobrem i złem”, Nietzsche, rozróżniał dobre i liche. Wiekszość jego bardziej lub mniej świadomych następców jednak głowy takimi drobiazgami sobie nie zaprząta. W tym kontekście proponuję krótką prezentację autodefinicji permisywizmu i jednocześnie mistrzowską moim zdaniem pułapkę na - zwłaszcza nieukształtowane – ego, jaką jest „Biblia Szatana” Antona S. La Veya (założyciela Kościoła Szatana, The Church of Satan, największej organizacjacji satanistycznej na świecie, oficjalnie zarejestrowanej w USA), uchodząca za filozoficzną podstawę współczesnego satanizmu i jednocześnie, mam wrażenie, bardzo żywy przykład działania impulsu intelektualnego w rozumieniu G. Scholema. Siła sugestywności tej książki leży w prostej operacji: na każde pytanie, jakie człowiek próbuje postawić, pada odpowiedź: „tak, możesz to zrobić/pomyśleć”, a wiemy wszak dobrze, że odpowiedź taka nie zawsze – delikatnie rzecz ujmując – może być zgodna z prawdą.

La Vey afirmuje leseferyzm oraz konsumpcjonizm, czyli zjawiska bardzo powszechne również dzisiaj – wystarczy przypomnieć apoteozę bezwzględnej „wolności jednostki” w mediach „stargetowanych” na młodzież, czy „bożonarodzeniowe” dekoracje w witrynach sklepów, prezentowane niemal nazajutrz po Zaduszkach, tabuny „św. Mikołajów” oferujących „prezenty” w ramach kolejnych promocji dużych sieci handlowych albo bankowe oferty „świątecznych kredytów”. Możnaby w tym miejscu przywołać szerszą – niezbyt oryginalną - opinię, że bez względu na deklarowane wartości, wyprowadzane z tradycji Rewolucji Francuskiej (które zresztą też specjalnie przestają odbiegać od „tak, możesz”), postawa zakładająca zaspokajanie potrzeb ego jako absolutny priorytet staje się w tzw. „zachodnim świecie” po prostu obowiązująca. Może o tym świadczyć np. fakt, iż 22.01.2008 Trybunał Praw Człowieka w Strasburgu orzekł, że Francja dopuściła się dyskryminacji, odmawiając prawa do adopcji dziecka homoseksualistce. Mamy więc do czynienia już z usankcjonowaniem prawnym zaspokojenia jej ego możliwym kosztem małego człowieka. Ktoś powie, że takie podejście jest złe. „Czym jest zło?” odpowie spoglądając znad okularów „intelektualista”, identyfikujący się kiedyś np. z tzw. „pokoleniem 1968”…

Truizmem jest twierdzenie, że rzeczy można łatwiej zrozumieć, gdy się je nazwie. La Vey zrobił to wprost. Z pewnością dla wielu osób dość egzotyczne jest użycie słowa „filozofia” w kontekście satanizmu przy jednoczesnych odniesieniach do niespecjalnie „okultystycznej” codzienności. Możliwe jest to dlatego, że Kościół Szatana, wydaje się traktować spersonifikowany absolut zła kultury judeo-chrześcijańskiej jako symbol lub… pozór. Czym więc jest on dla swoich „wyznawców”? Może dialektyczną sztuczką?


Satanizm humanistyczny, czy humanizm satanistyczny?

Żaden Bóg nie umarł za grzechy nasze;
żadnego
zbawienia przez wiarę;
żadnego zmartwychwstania po śmierci

Fryderyk Nietzsche, „Wyrazy europejskiego dekadentyzmu – chrześcijanizm”, Warszawa 1996, s. 43


Nie istnieją niebiosa pełne chwały i piekło,
w którym smażą się grzesznicy. Tu i teraz jest dzień
naszej męki! Tu i teraz – dzień naszej radości.
Tu i teraz nasza szansa. Wybierz więc ten dzień, tę godzinę,
ponieważ nie było żadnego zbawiciela!

Anton S. La Vey, „Biblia Szatana”, Wrocław 1996, s.38


Koncepcja La Veya (1930 – 1997) uważana jest za zdecydowanie wiodący nurt satanizmu. W sferze dot. krytyki chrześcijaństwa, La Vey wyszedł dokładnie z tego samego punktu, co Nietzsche (jednak w żadnym miejscu się na niego nie powołując). Serwował czystej wody naturalizm. Przyprawił go jednak kiczowatym okultystycznym sztafażem, który z pewnością nie miał się odwoływać do sfery intelektualnej. W ślad za klasykami, twierdził, że wizja człowieka lansowana przez chrześcijaństwo jest sprzeczna z ludzką naturą. Dobro i zło nie istnieją same w sobie. Coś może być „dobre” lub „złe” tylko z czyjejś perspektywy, podział ten ma być więc wyłącznie kwestią subiektywną. Twórca filozofii dzisiejszego satanizmu podał przykład Eskimosów z Alaski, którzy straszeni przez misjonarza ogniem piekielnym zadają mu pytanie: „jak się tam dostać?”. Człowiekowi siedzącemu w igloo na mroźnej Alasce wieczny ogień miał się wydawać... Rajem.

Wprawdzie – jak pisze m.in. di Nola – już pod koniec XIX w., np. u Carducciego można było znaleźć obraz Szatana, jako uosobienia ducha naturalizmu, ...zbuntowanego przeciwko opresyjnej przemocy instytucji i Kościoła. Pozostawało to jednak w sferze filozofii – nie mając aspektu religijnego. Jak się okaże – wbrew powszechnemu poglądowi – trudno jest zakładać, że filozofia La Veya aspekt taki posiada. Odprawiał on obrzędy posiłkując się „starymi rytuałami” (często „zrekonstruowanymi” przez siebie motywami inspirowanymi lekturą apokryfów, vide „wynalezienie” tzw. „języka henochiańskiego”), przekształcając je - jak to ujął Burton H. Wolfe w swoim wstępie do „Biblii Szatana” - z negatywnej farsy w pozytywne formy odprawiania nabożeństwa i oczyszczenia, pozbawiając krwawych elementów. Czarna msza miała być dla La Veya psychodramą w stylu new age, a nie obrzędem symetrycznym do Mszy świętej w sensie mistycznym, czy nawet obrazoburczym.

Rzecz mocno zwracająca uwagę: podejście do sfery obrzędów, która – wydawałoby się – powinna być przez impuls intelektualny zupełnie odrzucona. W rozdziale „Biblii Szatana” pod tytułem „Rytuał czyli intelektualna komora dekompresyjna” La Vey dokładnie sprecyzował, czym – jego zdaniem – jest rytuał. Bardzo ciekawe jest pojęcie owej „komory dekompresyjnej”. Chodzi o to, że twórca współczesnego satanizmu traktował każde miejsce, w którym odbywają się ceremonie oraz jakiekolwiek obrzędy jako zespół bodźców mający wyzwalać pożądane postawy uczestników. Jak sam zaznaczył, dotyczy to wszystkich religii. Jednak satanizm – jego zdaniem - wyróżnia świadomość tej umowności. Uważał też, że im inteligentniejszy jest człowiek, tym bogatszego potrzebuje sztafażu, by pobudził jego wyobraźnię. Chodzi o kadzidła, świece, śpiewy, rekwizyty oraz ogólną podniosłą atmosferę. Bodźce te mają tworzyć „komorę dekompresyjną” dla świadomości. Formalny początek i koniec ceremonii ma oddzielać świat zewnętrzny od rzeczywistości wewnetrznej. Celem rytuałów ma być nauczenie człowieka korzystania z siły jego własnej woli („woli mocy”, chciałoby się dodać). Nie napisał, co z tymi „mniej inteligentnymi”. Pozostaje im chyba Halloween i tabuny „św. Mikołajów”.


Słowo, które w tym tekście nie padło

… a wydawałoby się kluczowe. Postmodernizm. Byłoby to jednak zbyt proste – zarówno w kontekście znaczenia Nietzschego dla tego nurtu, jak i wręcz wzorcowej reprezentatywności La Veya. Wolfe wszak wspomina, że na przełomie lat sześdziesiątych i siedemdziesiątych ubiegłego stulecia „Biblia Szatana” była bardziej popularna wśród studentów w U.S.A i Europie zachodniej, niż Pismo Święte. Chodziło o coś innego. W jak wydumany sposób impuls intelektualny może „atakować” ego, odwołując się do sfery potrzeb nieintelektualnych, próbując jednocześnie odseparować ją od freudowskiego superego. Jest to nie tylko interesujące, ale i groźne. Niezależnie od tego, kto formułuje hasło „tak, możesz”, serwując atrakcyjny z pozoru sztafaż, w którego głębszy sens sam nie wierzy. Kimkolwiek by nie był – kłamie.



Bibliografia:

La Vey, Anton. S., „Biblia Szatana”, wyd. Mania, Wrocław 1996
Nietzsche, Fryderyk, „Wyrazy europejskiego dekadentyzmu – chrześcijanizm”, Wydawnictwo Sternik, Warszawa 1996
di Nola, Alfonso M., „Diabeł”, wyd. UNIVERSITAS, Kraków 1997
Scholem, Gershom, „Mistycyzm żydowski i jego główne kierunki”, wyd. Czytelnik, Warszawa 1997


PS Tak odskocznia od polityki... Fotkę ze znakiem drogowym informującym o nieco zapracowanym upadłym aniele pod tytułem "Satan at Work" wziąłem stąd.

0 komentarze: