niedziela, 16 marca 2008

Traktat Lizboński - ad rem.

Na początek dwa cytaty z, dość ciężko negocjowanego, protokołu brytyjskiego dot. zakresu funkcjonowania Karty Praw Podstawowych:

Artykuł 1

1. Karta nie rozszerza zdolności Trybunału Sprawiedliwości Unii Europejskiej ani żadnego sądu lub trybunału Polski lub Zjednoczonego Królestwa do uznania, że przepisy ustawowe, wykonawcze lub administracyjne, praktyki lub działania administracyjne Polski lub Zjednoczonego Królestwa są niezgodne z podstawowymi prawami, wolnościami i zasadami, które są w niej potwierdzone.

2. W szczególności i w celu uniknięcia wszelkich wątpliwości nic, co zawarte jest w tytule IV Karty nie tworzy praw, które mogą być dochodzone na drodze sądowej, mających zastosowanie do Polski lub Zjednoczonego Królestwa, z wyjątkiem przypadków gdy Polska lub Zjednoczone Królestwo przewidziały takie prawa w swoim prawie krajowym.

Artykuł 2

Jeżeli dane postanowienie Karty odnosi się do ustawodawstw i praktyk krajowych, ma ono zastosowanie do Polski lub Zjednoczonego Królestwa wyłącznie w zakresie, w jakim prawa i zasady zawarte w tym postanowieniu są uznane przez ustawodawstwo lub praktyki Polski lub Zjednoczonego Królestwa.".

(źródło)

Przypominam, to są zapisy, o których Stefan Niesiołowski mówił w sposób następujący: Ja bym wolał odejść od protokołu brytyjskiego szybciej, ale trzeba płacić cenę kompromisu i nie zaostrzać sytuacji (...) to nie są tablice, które Mojżesz dostał na górze Synaj (...)

(źródło)

Może by ktoś z PO postawił "kropkę nad i" i otwartym tekstem powiedział, jakież to argumenty przemawiają za przyznaniem absolutnego priorytetu prawu i sądownictwu unijnemu przed krajowym?

Jest oczywiste, że zgodnie z tym zapisem zmieniając polskie prawo (w formie ustawy) jakakolwiek większość parlamentarna - dzisiaj: "tęczowa koalicja" PO-PSL-LiD - może je w oczywisty sposób zmienić w trybie... ustawowym. W takiej sytuacji, czy wątpliwości dot. ratyfikacji Traktatu Lizbońskiego można traktować wyłącznie jako rodzaj "gry politycznej"?

Trudno mieć wątpliwości, że jest to kwestia mocno związana z suwerennością Polski. Sama konstrukcja zapisów wyraźnie dowartościowuje nasze państwo i jasno rozdziela jego jurysdykcję od uprawnień instytucji unijnych.

Komentarz S. Niesiołowskiego do tej kwesti nie pozostawia watpliwości co do intencji Platformy, nawet, gdyby Sejm (PO-PSL-LiD) nie przegłosował uchwały afirmującej Kartę Praw Podstawowych w pełnym brzmieniu (czyli z odejściem od protokołu brytyjskiego).

W poprzednim poście odniosłem się do faktu, że podejście PO podziela K.M. Ujazdowski. Interesujące... ale nie za bardzo.


PS Pisząc niedawną notkę o porównaniu obecnych realiów do czasów saskich, nie zdawałem sobie sprawy ze stopnia jej adekwatności...

0 komentarze: