W podsłuchanych przez CBA rozmowach biznesmeni naciskali na polityków PO, by ci załatwili usunięcie dopłat z projektu ustawy. „Rz” ujawnia, co mówili o tym Chlebowski i Drzewiecki. – Na 90 procent, Rysiu, że załatwimy. Tam walczę, nie jest łatwo – mówił Chlebowski Sobiesiakowi. – Biegam z tym sam, blokuję sprawę tych dopłat od roku. To wyłącznie moja zasługa – zapewniał innym razem.
12 sierpnia 2009 r. szef CBA informuje o sprawie premiera Tuska, prosząc o zachowanie „najwyższej ostrożności przy udostępnianiu załączonych materiałów osobom trzecim”. Dwa tygodnie później biznesmeni wpadli w panikę. Sobiesiak informuje Koska, że interesuje się nimi CBA. Po tym ich kontakty się urywają. 12 września szef CBA informuje o domniemanym przecieku premiera. 18 września ta wiadomość trafia do Lecha Kaczyńskiego.
Uzupełnienie (02.10.):
Wczoraj minister sprawiedliwości Andrzej Czuma ujawnił w Radiu Zet, że owe zarzuty szef CBA ma postawione od tygodnia. Ale postanowienie nie zostało przedstawione Kamińskiemu, bo ten nie stawił się na wezwanie śledczych.
Szef biura jest podejrzanym w sprawie dotyczącej słynnej akcji CBA w Ministerstwie Rolnictwa w 2007 r. W jej ramach agenci podszywali się pod inwestorów, którzy za łapówkę chcieli odrolnić ziemię na Mazurach. Akcja się nie powiodła, bo doszło do przecieku.
Jak ustaliła „Rz”, prokuratorzy uznali, że CBA bezprawnie wytworzyło dokumenty. Według śledczych biuro mogło produkować dokumenty ukrywające tożsamość agentów, ale już nie takie, które miały posłużyć do przeprowadzenia akcji (m. in. pisma urzędowe i akty notarialne).
Rzeszowscy prokuratorzy sugerują, że Kamińskiemu postawiono zarzuty na polityczne zlecenie. – Z tego powodu odwołano szefową Prokuratury Okręgowej w Rzeszowie Elżbietę Kosior – mówi jeden z nich.
Kosior przepracowała w prokuraturze ponad 20 lat, prowadziła wiele poważnych śledztw i miała opinię prokuratora, który z dala trzyma się od polityki. W czasach ministra sprawiedliwości Zbigniewa Ziobry była rzecznikiem rzeszowskiej prokuratury. Nowy szef resortu Zbigniew Ćwiąkalski awansował ją na szefa Prokuratury Okręgowej w Rzeszowie.
Kolejny minister Andrzej Czuma odwołał ją ze stanowiska. – Wykorzystał jej kłopoty zdrowotne. Zamiast ją wspomóc, ocenił, że jest niepotrzebna – zarzucają prokuratorzy. Podejrzewają, że jej odwołanie było związane z „brakiem postępów śledztwa w sprawie afery gruntowej”.
Miejsce Kosior, mimo negatywnej opinii zgromadzenia prokuratorów apelacji rzeszowskiej, zajął Robert Kiliański, młody prokurator z Tarnobrzega. – Po objęciu przez niego stanowiska w sprawie afery gruntowej i szefa CBA zaczęły się dziać dziwne rzeczy – opowiada rzeszowski śledczy. Twierdzi, że sprawa, która jego zdaniem nadawała się do umorzenia, nagle „dostała przyśpieszenia”. – Robiono wszystko, by Kamińskiemu postawić zarzuty – dodaje.
Wczoraj szefowie Prokuratury Okręgowej w Rzeszowie oraz rzeczniczka byli niedostępni dla dziennikarzy. Tłumaczono, że mają embargo z Prokuratury Krajowej na udzielanie jakichkolwiek informacji.
Szef CBA, który ma status podejrzanego, może zostać odwołany ze stanowiska przez premiera. – Jeśli zarzuty będą poważne, wtedy podejmę decyzję – oznajmił Donald Tusk. Zaznaczył, że nie będzie „szukał pretekstu”, by Kamiński przestał kierować Biurem.
(źródło)
ROZPORZĄDZENIE
PREZESA RADY MINISTRÓW
z dnia 7 września 2006 r.
w sprawie sposobu przeprowadzania przez Centralne Biuro Antykorupcyjne i dokumentowania czynności polegających na dokonaniu w sposób niejawny nabycia lub przejęcia przedmiotów pochodzących z przestępstwa, ulegających przepadkowi albo których wytwarzanie, posiadanie, przewożenie lub którymi obrót są zabronione, a także na przyjęciu lub wręczeniu korzyści majątkowej (...)
§ 2. 1. Czynności operacyjno-rozpoznawcze polegające na dokonaniu w sposób niejawny nabycia lub przejęcia przedmiotów pochodzących z przestępstwa, ulegających przepadkowi albo których wytwarzanie, posiadanie, przewożenie lub którymi obrót są zabronione, a także przyjęcia lub wręczenia korzyści majątkowej, zwane dalej "czynnościami", przeprowadza się i dokumentuje z zastosowaniem określonych odrębnymi przepisami zasad i procedur ochrony form i metod realizacji zadań, informacji, obiektów i danych identyfikujących funkcjonariuszy CBA lub osoby udzielające im pomocy.
2. Czynności przeprowadza się przez:
1) nabycie, polegające na odpłatnym lub nieodpłatnym przeniesieniu posiadania przedmiotów, o których mowa w ust. 1;
2) przejęcie, polegające na wejściu w posiadanie przedmiotów, o których mowa w ust. 1, dokonanym stosownie do okoliczności za wiedzą lub bez wiedzy osoby posiadającej te przedmioty;
3) przyjęcie lub udzielenie korzyści majątkowej w postaci pieniędzy lub innych środków płatniczych, papierów wartościowych albo przedmiotów stanowiących korzyść majątkową.
3. Podczas czynności podejmuje się przedsięwzięcia i stosuje środki konieczne do zapewnienia bezpieczeństwa osobistego funkcjonariuszy CBA i osób udzielających im pomocy.
(źródło)
Reporter RMF FM Roman Osica dowiedział się, że szef CBA Mariusz Kamiński będzie odpowiadał m.in. za wręczenie korzyści majątkowej.
Poza tym w rzeszowskiej prokuraturze usłyszy też zarzuty przekroczenia uprawnień i sprawstwa kierowniczego.
Mariusz Kamiński jest podejrzanym w sprawie dotyczącej słynnej akcji CBA w Ministerstwie Rolnictwa w 2007 r., kiedy to agenci podszywali się pod inwestorów, chcących za łapówkę odrolnić ziemię na Mazurach.
(źródło i całość)
Omówienie zbiorcze:
Afera hazardowa wyciekła z resortu Drzewieckiego?
CBA nie ma wątpliwości, że był przeciek z afery hazardowej. Kto ostrzegł biznesmenów, że są rozpracowywani? Jeden z tropów prowadzi do resortu sportu. Minister Mirosław Drzewiecki i jego najbliżsi współpracownicy byli zaangażowani w załatwianie pracy córce właściciela firmy hazardowej. Niewykluczone, że podczas rozmowy z nią wyjawiono, że jej ojciec jest pod lupą CBA.
Pod koniec sierpnia współwłaściciele firm hazardowych: Ryszard Sobiesiak i Jan Kosek, zorientowali się, że są podsłuchiwani. I wtedy natychmiast ucięli swoje kontakty z politykami PO: Zbigniewem Chlebowskim i Mirosławem Drzewieckim.
Kto ich ostrzegł? Według CBA – jak pisze "Dziennik Gazeta Prawna" – informacje, że są rozpracowywani przekazał im albo minister Mirosław Drzewiecki, podczas spotkania z Sobiesiakiem 25 sierpnia, albo szef jego gabinetu politycznego Marcin Rosół, który spotkał się z córką Sobiesiaka dzień wcześniej.
Biznesmen - jak się okazało przy okazji śledztwa CBA w sprawie afery hazardowej - w kontaktach z Drzewieckim i Chlebowskim zajmował się nie tylko walką o korzystne dla branży hazardowej zapisy w ustawie o grach losowych, ale też załatwiał pracę dla córki.
Mieli posadę, ale nic nie wyszło
Jak pisze "Rzeczpospolita", wiosną biznesmen przekazał jej CV Drzewieckiemu z prośbą o znalezienie intratnej posady. Minister miał obiecać pomoc i zlecić sprawę szefowi swojego gabinetu politycznego. Odtąd to Rosół kontaktował się z Sobiesiakiem. Pytał go m.in., czy córkę interesuje stanowisko wicedyrektora Centralnego Ośrodka Sportu. Ale Sobiesiak nie był tą propozycją usatysfakcjonowany. - Mirek proponował dla córki coś poza resortem, jakąś firmę turystyczną – twierdził.
W końcu doszli do porozumienia, że odpowiednia byłaby posada w Totalizatorze Sportowym. W efekcie Magdalena Sobiesiak złożyła aplikację jako kandydatka na członka zarządu TS.
Rozmowa kwalifikacyjna miała się odbyć 26 sierpnia. Dwa dni wcześniej spotkała się z Rosołem w warszawskiej restauracji Pędzący Królik, co potwierdził sam szef gabinetu Drzewieckiego. Dzień przed rozmową kwalifikacyjną zrezygnowała. Jej ojciec tłumaczył znajomemu z branży, że wycofał córkę, "bo tam KGB, CBA".
Zaś Rosół tak wyjaśnia decyzję córki biznesmena: - Powiedziałem jej, żeby się wycofała. Że zostaniemy doklejeni do jakiejś mafii hazardowej, że jeśli wystartuje, to ten Marek Przybyłowicz zrobi z tego aferę. I ona się wycofała.
Bo chcieli ich dokleić do mafii
Kim jest Przybyłowicz? Jak pisze "Dziennik Gazeta Prawna", to były wiceprezes Związku Tenisa Stołowego. Na własną rękę tropi nieprawidłowości w grach losowych. Donosi służbom, że w Ministerstwie Sportu pisma tworzą lobbyści od hazardu, informuje minister Julię Piterę.
Skąd Rosół wiedział, że Przybyłowicz "doklei do mafii hazardowej" kogoś z resortu? Rosół: - Wiedzieliśmy, że chodzi po mieście i opowiada, że w ministerstwie jest mafia, że on już doniósł na nią do CBA i innych służb. Takie informacje przekazał mi pan Andrzej Kawa z Centralnego Ośrodka Sportu. Kiedy? Nie pamiętam.
Po spotkaniu w kawiarni kontakty Sobiesiaka z urzędnikami resortu nagle się urywają. - Kiedy Sobiesiak próbował dzwonić do ministra, mówiłem mu, że minister jest zajęty - mówi Rosół. I zapewnia jednocześnie, że nie miał nic wspólnego z przeciekiem.
Był przeciek, bo musieli się tłumaczyć?
Tyle, że w sierpniu resort sportu musiał się wytłumaczyć premierowi z działań ws. ustawy o grach losowych. Chodziło o dokument, który w czerwcu wyszedł z ministerstwa, a w którym zalecano wykreślenie zapisu o dodatkowej daninie nałożonej na firmy hazardowe (wpływy do budżetu miały wynieść 469 mln zł i pójść na Euro 2012). O usunięcie zapisu zabiegali biznesmeni firm hazardowych (we wrześniu minister próbował odkręcić sprawę i wysłał do resortu finansów drugie pismo, że chciałby jednak uzyskać pieniądze z daniny).
Premier zażądał wyjaśnień po rozmowie szefem CBA, która odbyła się 12 sierpnia (Mariusz Kamiński alarmował wtedy, że "zagrożony jest interes państwa"). Szefowi rządu tłumaczyli się kolejno wiceminister finansów Jacek Kapica, a później Drzewiecki. - W czasie tego spotkania nie ujawniłem mu żadnych tajnych informacji - zapewnił dziennikarzy premier.
Kamiński ma pretensje
Dwa tygodnie po spotkaniu Kamińskiego z Tuskiem agenci CBA zorientowali się, że doszło do przecieku. Kamiński natychmiast zareagował. 12 września wysyłał w tej sprawie pismo do premiera.
Następnego dnia spotykał się z szefem rządu i koordynatorem służb specjalnych Jackiem Cichockim. - Pan Kamiński poinformował mnie, że będzie miał postawione zarzuty w tak zwanej sprawie rzeszowskiej i mówi, że w jego ocenie w sprawie hazardowej doszło do przecieku - relacjonował Tusk.
Szef CBA ma do niego pretensje i sugeruje, że to Kancelaria Premiera odpowiada za przeciek. To stamtąd informacja o akcji CBA mogła trafić do resortu sportu.
(źródło)
(źródło i całość)
Panika najwyraźniej przekracza wszelkie granice...





0 komentarze:
Prześlij komentarz