Rano na Onecie znalazłem intrygujący tytuł: "Kłopotliwe billingi M. Kamińskiego". Odpaliłem zakładkę z tekstem, będącym skrótem artykułu z dzisiejszego "Dziennika Gazety Prawnej" opisującego tarapaty uczestników afery hazardowej będące konsekwencją analizy bilingów z połączeń między nimi, również w okresie, gdy składali zeznania przed sejmową komisją. Zachodzi więc prawdopodobieństwo graniczące z pewnością, że asystent Mira, Rosół, uzgadniał swoje zeznania z "królem hazardu". No to jest problem, więc... oczywiście nie mogło zabraknąć kolejnej próby "zahaczenia" M. Kamińskiego - tym razem poprzez bezkrytyczny cytat wypowiedzi członka komisji reprezentującego PO. Wygląda ona następująco:
Billingi obciążają także byłego szefa CBA Mariusza Kamińskiego. Zapewniał on, że zawiadomienie premiera Tuska o istnieniu afery było konieczne, bo Rosół ostrzegł Magdę Sobiesiak – podczas spotkania w Pędzącym Króliku w sierpniu 2009 roku – że CBA podsłuchuje rozmowy jej ojca. – Nie było przecieku o akcji CBA – twierdzi Neumann. Kamiński mówił, że Sobiesiak wyłączył swój telefon w sierpniu, gdy Rosół ostrzegł jego córkę. – Nieprawda. Sobiesiak używał tego numeru do końca września – dodaje. (...)
Jako osoba śledząca na bieżąco wydarzenia polityczne i mająca jako-taką pamięć, sięgnęłem do relacji z zeznań dotyczących telefonu Sobiesiaka...
Sobiesiak zeznał przed komisją, że żadnego przecieku w "nieistniejącej aferze" nie było. Stwierdził jednocześnie, że różne donosy na konkurencję w branży hazardowej to codzienność, i właśnie z takimi donosami i wynikającymi z nich kontrolami się zmagał.
Przeciek uprawdopodobnia jednak dalszy przebieg zdarzeń. Według Kamińskiego, Sobiesiak zaczyna używać innego, "bezpiecznego" telefonu, stary był bowiem na podsłuchu. Przedsiębiorca tłumaczył przed komisją, że zmienił telefon, bo poprzedni mu się zepsuł. Magdalena Sobiesiak jest także jedną z bohaterek innego wątku afery hazardowej, związanego z jej aplikacją do zarządu Totalizatora Sportowego. To podczas spotkania Rosoła z Sobiesiak w "Pędzącym Króliku" Marcin Rosół miał przekonać Magdalenę Sobiesiak, aby wycofała swoją kandydaturę na stanowisko w zarządzie Totalizatora, co też zrobiła.
Dzień po spotkaniu Rosoła z Sobiesiak - 25 sierpnia, przedsiębiorca w podsłuchanej przez CBA rozmowie z prawnikiem Ryszardem Bedryjem, który był pełnomocnikiem Sobiesiaka przed komisją śledczą, mówił: "Magda wycofała się z projektu po wczorajszym spotkaniu. Miała najlepsze papiery, ale tatusia niedobrego". 27 sierpnia w kolejnej podsłuchanej rozmowie z innym przedsiębiorcą i lobbystą branży hazardowej Janem Koskiem Sobiesiak mówi, że wycofał Magdę: "Bo tam KGB, CBA". (...)
Dla każdej piśmiennej osoby jest oczywiste, że:
1. Z zeznań Kamińskiego wynika tyle, że Sobiesiak zaczął prowadzić rozmowy na temat swojego "biznesu" z Mirem, Zbychem i - ewentualnie - Grzechem z innego aparatu, niż będący na podsłuchu CBA.
2. Sam Sobiesiak twierdził, że tamten telefon mu się "popsuł", co prowadzi do prostego wniosku, że na jakiś czas go wyłączył. A skoro wyłączył, mógł później włączyćż - jak wynika z bilingów - zrobił.
A królik wciąż pędzi....





0 komentarze:
Prześlij komentarz