Wczoraj miały miejsce trzy ciekawe wydarzenia. W Lublinie w ramach zaplanowanego wcześniej programu kampanii wyborczej pojawił się J. Kaczyński. Nieco później rozpoczęła się "debata" na Uniwersytecie Warszawskim, na której zabrakło kandydatów PiS i SLD oraz gospodarczy panel w Hotelu Europejskim. Chciałbym zwrócić uwagę na kilka spraw.
Pierwsza rzecz, to bardzo dynamiczna sekwencja czasowa. Po panicznej reakcji na wiadomość, że sztab J. Kaczyńskiego przyjął zaproszenie do niedzielnej debaty w TVP bardzo szybko dowiedzieliśmy się, że akurat "w tygodniu" "na szybko" będzie organizowana inna debata na UW, na którą kandydat PO się wybiera. Nie chcę tu roztrząsać związków między nagłymi organizatorami debaty (stowarzyszeniem "Młoda R.P."), a PO, ale - jak to w przypadku "partii władzy" - nikt się specjalnie nie maskuje:
Organizatorzy debaty na UW poinformowali, że - po deklaracji Komorowskiego - mają potwierdzenia uczestnictwa od dziewięciu kandydatów, czyli wszystkich poza Jarosławem Kaczyńskim. Debata rozpocznie się o godz. 20 w auli Starej Biblioteki UW. (...)
Zwraca uwagę równie dynamiczna zmiana opinii na temat debatujących składów. B. Komorowski ostatnio twierdzi:
Marszałek powtórzył też, że w jego ocenie debatować wspólnie powinni albo dwaj kandydaci mający największe szanse na wygraną w wyborach, albo wszyscy kandydaci - bo, jak argumentował, "nie wolno wyróżniać według klucza partyjnego nikogo z kandydatów".
Marszałek powtórzył też, że w jego ocenie debatować wspólnie powinni albo dwaj kandydaci mający największe szanse na wygraną w wyborach, albo wszyscy kandydaci - bo, jak argumentował, "nie wolno wyróżniać według klucza partyjnego nikogo z kandydatów".
(źródło i całość)
Gdy kilka dni wcześniej w jednym ze sztandarowych programów "PiS-owskiej" TVP mówił:
Nie ma wątpliwości, że mamy do czynienia z wyjątkowo "elastycznym" politykiem. W końcu ostatecznie wziął udział w "debacie", w której nie dość, że nie uczestniczyli wszyscy kontrkandydaci, to wśród nieobecnych znalazł się jego największy konkurent. W blogosferze znalazła sie relacja z tego wydarzenia. Szczególnie interesujący jest jej początkowy fragment:
Wczorajsza debata kandydatów na prezydenta na UW rozpoczęła się dziwnie. Ludzie, którzy od godziny albo kilkudziesięciu minut oczekiwali przed głównym wejściem do starej biblioteki uniwersyteckiej, nie zostali wpuszczeni. Wewnątrz, na sali, zgromadzono inną publiczność i nie były to osoby przypadkowe. Te z ulicy- po prostu pocałowały klamki. Adrian, którego przepytywałem, odczekał 40 minut, od 19.30, będąc blisko drzwi . I nic. Donosił o wchodzeniu grup młodych sympatyków Komorowskiego w sztabowych koszulkach bocznym wejściem. W środku ci ludzie rozłożyli swoje transparenty. Stronników innych kandydatów nie wpuszczano. Około 20.10 tłum zrzedniał, ludzie się rozchodzili, debata już trwała.
Organizator debaty, stow. "Młoda RP", podaje iż jest organizacją ponadpolityczną. Choć obchodzili 1989 rok jako rocznicę "odzyskania wolności", o co można mieć pretensje. Wszak Polska wciąż zaliczana jest do grupy krajów "flawed democracies"- zwichnięte demokracje, demokracje fasadowe (por. Democracy Index czasopisma The Economist). (...)
Relacja w oparciu o materiały stow. Młoda RP Fot. Zdjęcie z komentarza internauty Cerbera- stronnicy Komorowskiego podczas debaty:
Wczorajsza debata kandydatów na prezydenta na UW rozpoczęła się dziwnie. Ludzie, którzy od godziny albo kilkudziesięciu minut oczekiwali przed głównym wejściem do starej biblioteki uniwersyteckiej, nie zostali wpuszczeni. Wewnątrz, na sali, zgromadzono inną publiczność i nie były to osoby przypadkowe. Te z ulicy- po prostu pocałowały klamki. Adrian, którego przepytywałem, odczekał 40 minut, od 19.30, będąc blisko drzwi . I nic. Donosił o wchodzeniu grup młodych sympatyków Komorowskiego w sztabowych koszulkach bocznym wejściem. W środku ci ludzie rozłożyli swoje transparenty. Stronników innych kandydatów nie wpuszczano. Około 20.10 tłum zrzedniał, ludzie się rozchodzili, debata już trwała.
Organizator debaty, stow. "Młoda RP", podaje iż jest organizacją ponadpolityczną. Choć obchodzili 1989 rok jako rocznicę "odzyskania wolności", o co można mieć pretensje. Wszak Polska wciąż zaliczana jest do grupy krajów "flawed democracies"- zwichnięte demokracje, demokracje fasadowe (por. Democracy Index czasopisma The Economist). (...)
Relacja w oparciu o materiały stow. Młoda RP Fot. Zdjęcie z komentarza internauty Cerbera- stronnicy Komorowskiego podczas debaty:

(źródło)
Blogosfera jest zresztą w aktualnej kampanii dużym utrapieniem dla polityków PO, którzy przyzwyczajeni są do kreowania faktów medialnych przy pomocy zaprzyjaźnionych mediów... a tu psikus za psikusem - z lubelskiego wydania "G.W.":
Dziś o godz. 16. na pl. Litewskim w Lublinie miał się rozpocząć wiec Jarosława Kaczyńskiego. Jako, że kandydat na prezydenta z PiS się spóźniał, do dzieła przystąpił Janusz Palikot, który dzięki fortelowi (wynajęta przez niego firma otrzymała pozwolenie na organizację pikniku prorodzinnego) także zwołał tam wiec. Kiedy lider lubelskiej PO w swoim stylu zaczął wyrzucać Kaczyńskiemu brak żony i dzieci, w jego stronę spod samej sceny poleciał kamień. Napastnik nie trafił celu, ale Palikot dostrzegł go i wskazał napastnika palcem. - To on, to on rzuca kamieniem. To pewnie elektorat PiS-u, słuchacz radia ojca Rydzyka. Łapcie go! - krzyknął w stronę ochroniarzy zabezpieczających jego wiec.
Dziś o godz. 16. na pl. Litewskim w Lublinie miał się rozpocząć wiec Jarosława Kaczyńskiego. Jako, że kandydat na prezydenta z PiS się spóźniał, do dzieła przystąpił Janusz Palikot, który dzięki fortelowi (wynajęta przez niego firma otrzymała pozwolenie na organizację pikniku prorodzinnego) także zwołał tam wiec. Kiedy lider lubelskiej PO w swoim stylu zaczął wyrzucać Kaczyńskiemu brak żony i dzieci, w jego stronę spod samej sceny poleciał kamień. Napastnik nie trafił celu, ale Palikot dostrzegł go i wskazał napastnika palcem. - To on, to on rzuca kamieniem. To pewnie elektorat PiS-u, słuchacz radia ojca Rydzyka. Łapcie go! - krzyknął w stronę ochroniarzy zabezpieczających jego wiec.

Napastnik, mężczyzna w sile wieku, w ciemnych okularach, uniósł w stronę Palikota wyprostowany, środkowy palec i rzucił się do ucieczki mieszając się w tłumie. Chwilę wcześniej kilka zdjęć zrobił mu nasz fotoreporter Piotr Michalski. - Obserwowałem napastnika. Wyglądał na człowieka, który wcześniej wszystko sobie zaplanował. Nie wyglądał na faceta, którego ktoś wyprowadził z równowagi - opowiada Michalski. - To właśnie symbol Jarosława Kaczyńskiego - skomentował cały incydent Palikot.
(źródło i całość)
Relację tą blogerzy z innych regionów Polski mogli poznać dzięki wpisowi Romana K., który zwrócił również uwagę na pewien kontekst związany z osobą napastnika, najwyraźniej mu nieobcą:
(...) I jakoś tak dziwnie mi się kojarzy znany w Lublinie człowiek, niezwykle bogaty student mający problemy z kontrolą skarbową, za to żadnych z pracą w UM Lublin i z człowiekiem ze świńskim ryjem i gumowym penisem.
(źródło i całość)
Relację tą blogerzy z innych regionów Polski mogli poznać dzięki wpisowi Romana K., który zwrócił również uwagę na pewien kontekst związany z osobą napastnika, najwyraźniej mu nieobcą:
(...) I jakoś tak dziwnie mi się kojarzy znany w Lublinie człowiek, niezwykle bogaty student mający problemy z kontrolą skarbową, za to żadnych z pracą w UM Lublin i z człowiekiem ze świńskim ryjem i gumowym penisem.

Skomentuję to tak: Krzysiu, czy Ci się coś popier...o? Miałeś rzucać w tę drugą trybunę! Ty to niczego porządnie nie potrafisz zrobić....
(źródło i całość)
Jeżeli ktoś jest zainteresowany przebiegiem dotychczasowej kariery "Krzysia", polecam: Wszyscy ludzie Janusza Palikota.
Jednym słowem, PO obstawiła oba miejsca, w których mógł pojawić się J. Kaczyński. W obu przypadkach w stylu putinowskiej młodzieżówki o nazwie - nomen-omen - "Nasi".
A co kandydat PiS robił, gdy w Warszawie się w końcu znalazł? O tym również możemy dowiedzieć się dzięki blogosferze. Tym razem Paweł Szałamacha:
Około tygodnia temu Elżbieta Jakubiak zaproponowała mi poprowadzenie jednej z debat w cyklu spotkań z Jarosławem Kaczyńskim w Hotelu Europejskim. Wczorajsza debata dotyczyła gospodarki. To bardzo szeroki temat i wystarczyłoby go na kilka wieczorów. Dlatego zdecydowałem się skoncentrować na wybranych sektorach, które mogą stać się motorami rozwoju gospodarczego, czyli infrastrukturze transportowej i eksploatacji bogactw naturalnych z podkreśleniem gazu łupkowego. Taki wybór oznaczał, że co najmniej kilka innych tematów (euro, prywatyzacja) będzie trzeba omówić innym razem, ale trzeba wybierać.
Gośćmi byli dr inż. Jeremi Rychlewski z Zakładu Dróg Kolejowych Politechniki Poznańskiej, specjalista od problematyki zrównoważonego transportu, oraz mecenas Jan Stefanowicz, specjalista prawa geologicznego i górniczego, współpracuje min z Polską Akademią Nauk.
Zaczęliśmy bez kandydata, który wracał ze Śląska. Czekaliśmy pół godziny, wreszcie zdecydowaliśmy się rozpocząć, po czym po pięciu minutach wchodzi Jarosław Kaczyński. Ludzie biją brawo.
W mojej ocenie udało się porozmawiać o najważniejszych sprawach. Czyli w module pierwszym, co oznacza polityka zrównoważonego transportu, jak można ograniczyć codzienną zmorę Polaków, czyli korek w drodze do pracy, jakich inwestycji dokonywać w pierwszej kolejności, jak wygląda stan naszej infrastruktury kolejowej w porównaniu z sąsiadami. Jeremi Rychlewski, pewnie także ze względu na zainteresowania zawodowe podkreślał rolę kolei i transportu szynowego. W tym względzie możemy się uczyć na błędach krajów zachodnich, które 40-50 lat temu postawiły jednoznacznie na samochody, zapchały się i obecnie odbudowują infrastrukturę transportu publicznego.
Drugim tematem był gaz, o którym czytamy w prasie co drugi dzień. Jan Stefanowicz reprezentuje wyważone stanowisko co do szans, jakim jest gaz łupkowy, podkreśla, aby nadziei nie brać za pewnik. Badania złóż dopiero się zaczynają. Należy zadbać, aby prawo zapewniło jasne reguły gry dla inwestorów, ale także zabezpieczony był interes gospodarczy kraju. Dla przykładu, w Polsce zaniedbana jest kwestia mining royalties, czyli wynagrodzenia za użytkowanie złoża (mylone z opłatą eksploatacyjną). To wynagrodzenie to tradycyjne źródło dochodów suwerena, czyli dawniej króla, np. z żup solnych. Obecnie, jak i w projekcie ustawy prawo geologiczne i górnicze, który ma w piątek głosować Sejm, to wynagrodzenie jest ustalone dyskrecjonalnie na mocy umowy pomiędzy skarbem a eksploatującą złoże firmą, nie ma jawnej taksy ustawowej. W praktyce są to grosze, jak to bywało w Trzecim Świecie.
(źródło)
Niech każdy wybiera sposób uprawiania polityki, który uważa za... cywilizowany.
(źródło i całość)
Jeżeli ktoś jest zainteresowany przebiegiem dotychczasowej kariery "Krzysia", polecam: Wszyscy ludzie Janusza Palikota.
Jednym słowem, PO obstawiła oba miejsca, w których mógł pojawić się J. Kaczyński. W obu przypadkach w stylu putinowskiej młodzieżówki o nazwie - nomen-omen - "Nasi".
A co kandydat PiS robił, gdy w Warszawie się w końcu znalazł? O tym również możemy dowiedzieć się dzięki blogosferze. Tym razem Paweł Szałamacha:
Około tygodnia temu Elżbieta Jakubiak zaproponowała mi poprowadzenie jednej z debat w cyklu spotkań z Jarosławem Kaczyńskim w Hotelu Europejskim. Wczorajsza debata dotyczyła gospodarki. To bardzo szeroki temat i wystarczyłoby go na kilka wieczorów. Dlatego zdecydowałem się skoncentrować na wybranych sektorach, które mogą stać się motorami rozwoju gospodarczego, czyli infrastrukturze transportowej i eksploatacji bogactw naturalnych z podkreśleniem gazu łupkowego. Taki wybór oznaczał, że co najmniej kilka innych tematów (euro, prywatyzacja) będzie trzeba omówić innym razem, ale trzeba wybierać.
Gośćmi byli dr inż. Jeremi Rychlewski z Zakładu Dróg Kolejowych Politechniki Poznańskiej, specjalista od problematyki zrównoważonego transportu, oraz mecenas Jan Stefanowicz, specjalista prawa geologicznego i górniczego, współpracuje min z Polską Akademią Nauk.
Zaczęliśmy bez kandydata, który wracał ze Śląska. Czekaliśmy pół godziny, wreszcie zdecydowaliśmy się rozpocząć, po czym po pięciu minutach wchodzi Jarosław Kaczyński. Ludzie biją brawo.
W mojej ocenie udało się porozmawiać o najważniejszych sprawach. Czyli w module pierwszym, co oznacza polityka zrównoważonego transportu, jak można ograniczyć codzienną zmorę Polaków, czyli korek w drodze do pracy, jakich inwestycji dokonywać w pierwszej kolejności, jak wygląda stan naszej infrastruktury kolejowej w porównaniu z sąsiadami. Jeremi Rychlewski, pewnie także ze względu na zainteresowania zawodowe podkreślał rolę kolei i transportu szynowego. W tym względzie możemy się uczyć na błędach krajów zachodnich, które 40-50 lat temu postawiły jednoznacznie na samochody, zapchały się i obecnie odbudowują infrastrukturę transportu publicznego.
Drugim tematem był gaz, o którym czytamy w prasie co drugi dzień. Jan Stefanowicz reprezentuje wyważone stanowisko co do szans, jakim jest gaz łupkowy, podkreśla, aby nadziei nie brać za pewnik. Badania złóż dopiero się zaczynają. Należy zadbać, aby prawo zapewniło jasne reguły gry dla inwestorów, ale także zabezpieczony był interes gospodarczy kraju. Dla przykładu, w Polsce zaniedbana jest kwestia mining royalties, czyli wynagrodzenia za użytkowanie złoża (mylone z opłatą eksploatacyjną). To wynagrodzenie to tradycyjne źródło dochodów suwerena, czyli dawniej króla, np. z żup solnych. Obecnie, jak i w projekcie ustawy prawo geologiczne i górnicze, który ma w piątek głosować Sejm, to wynagrodzenie jest ustalone dyskrecjonalnie na mocy umowy pomiędzy skarbem a eksploatującą złoże firmą, nie ma jawnej taksy ustawowej. W praktyce są to grosze, jak to bywało w Trzecim Świecie.
(źródło)
Niech każdy wybiera sposób uprawiania polityki, który uważa za... cywilizowany.





0 komentarze:
Prześlij komentarz