niedziela, 26 czerwca 2011

Na krzywy nos

W przypadku środowisk związanych z "salonem", jak wiadomo, wszelkie granice hipokryzji zostały dawno przekroczone. Trudno mi było jednak powstrzymać się od napisania tej notki, gdy na portalu "G.W." znalazłem tekst A. Klich uroczystościach po pomnikiem ofiar Czerwca '76 zorganizowanych przez PiS.

W Radomiu Jarosław Kaczyński pokazał jak daleko sięga jego horyzont historyczny: od niego samego do samych swoich. A w tym przypadku do Antoniego Macierewicza i Piotra Naimskiego.

Tylko ci polityczni pobratymcy zasłużyli bowiem na to, żeby pod pomnikiem ofiar Czerwca prezes wymienił ich jako twórców KOR-u (nie zapominając skromnie dorzucić siebie jako współpracownika). Pominął milczeniem księdza Jana Zieję, Jacka Kuronia, Adama Michnika...

Są dwie możliwości. Albo prezes nie szanuje historii własnego kraju (bo nią manipuluje) albo ma braki w edukacji historycznej. Którąkolwiek z tych wersji by przyjąć wniosek jest taki sam: Kaczyński funkcjonuje obok rzeczywistości. Stworzył sobie polityczny świat równoległy, w którym większość podstawowych faktów, ludzi i sytuacji jest ta sama jak w realu. Różnice tkwią w ważnych szczegółach. (...)

(źródło i całość)

Trudno się nie uśmiechnąć na takie dictum ze strony środowisk ignorujących prawdziwych założycieli Wolnych Związków Zawodowych i inicjatorów Sierpnia z Anną Walentynowicz, Krzysztofem Wyszkowskim i "Gwiazdozbiorem" na czele, by "na podmiankę" sprzedawać publice Henrykę Krzywonos, czy opozycjonistów w rodzaju Niesiołowskiego, czy Komorowskiego (K. Wyszkowski o fałszowaniu historii Sierpnia, Foxx o rocznicy powstania WZZ 2008 i nie tylko). Jest w tych działaniach - przemówienie pod pomnikiem/wieloletnia akcja "pisania historii przez zwycięzców" - oczywista asymetria. Kaczyński występujący jako szef konkretnej partii politycznej miał pełne prawo do wyboru elementów spuścizny po KOR, do których chce nawiązywać oraz osób, które elementy te personifikują. Pomijam już sens odwoływania się do KOR przy obecnej wiedzy o większości jego uczestników, ale to temat na oddzielny tekst. Komitet był niejednorodną grupą - michnikowszczyzna wie to najlepiej, po podbijając przez dekady bębenek Kuronia i Adama konsekwentnie marginalizuje A. Macierewicza.

Przytoczony w jednym z linków rok 2008 obfitował w ciekawe wydarzenia związane z rozmaitymi obchodami - np. Marca '68 w Kancelarii Prezydenta Lecha Kaczyńskiego dowodzonej w tamtym czasie przez Michała Kamińskiego. Wtedy ostro skrytykowałem Kancelarię za niezaproszenie A. Michnika. Powód był prosty - niezależnie od różnic politycznych, Michnik był jedną z głównych postaci tamtych wydarzeń. Skoro więc ktoś się zdecydował na nadawanie odznaczeń ich uczestnikom, powinien zrobić wszystko, by odpowiednie osoby odznaczone zostały. Wprawdzie po dopisaniu komentarza przez życie, krytykę tą nieco złagodziłem, co do zasady jednak zdania nie zmieniam. Inna rzecz, że podobnie jak w przypadku KOR, nie rozumiem sensu wynoszenia Marca '68 na piedestał...

To wszystko ma wymiar formalny sankcjonując wersję historii i odgrywane w niej role poszczególnych postaci. Podobnie zresztą jak słynne wystąpienie Krzywonos, w którym pouczała J. Kaczyńskiego jak ma prezentować tradycje Solidarności informując przy okazji, co by myślał jego brat o przemówieniu Jarosława na zjeździe związku. Od tamtej pory, jak wiemy, Krzywonos została bohaterką okładek periodyków typu "Gala" oraz laureatką tytułów w rodzaju "kobieta roku". Dokładnie za tą szopkę ze zjazdu. Tym wszystkim "Wyborcza" się zachłystuje, jednocześnie wyznaczając szefowi największej partii opozycyjnej granice w ramach których ma się poruszać odwołując się do KOR. I przy takiej postawie "dziennikarka" imputuje "równoległą rzeczywistość" akurat Kaczyńskiemu.

Cała sytuacja nie jest niczym nowym, ale ten smakowity przypadek postanowiłem tu odnotować.

0 komentarze: